Prasa


PIEKIELNA PREMIERA U TUROWICZA

Roch Purchawka na topie!

Przepiękna, choć straszna a historyczna legenda lubelska „Czarcia łapa” – tym razem w inscenizacji oraz adaptacji wybitnego reżysera i aktora teatralnego Jerzego Turowicza – została wystawiona w Centrum Kongresowym Uniwersytetu Przyrodniczego. Zgromadzonym tamże licznie dzieciątkom nie było końca radości. Dorosłym też.

Radości, lecz także i wzruszeń – co, zgodnie z prawdą, trupa działającego w Pałacu Parysów Akademii Teatralno-Wokalnej Jerzego Turowicza – zapowiada już w rozśpiewanym prologu trwającego ok. jednej godziny spektaklu. Rozśpiewany jest zresztą nie tylko początek, ale także całe przedstawienie. Scenografia reprezentuje nie tylko czeluści piekielne, gdzie rozglądają się niekiedy rozespane – a przy tym, o dziwo, uczciwie – diablątka, ale nawet najsłynniejszy lubelski tunel z cegieł, czyli Bramę Krakowską! Kto nie widział maestrii wykonania – ten niechaj tam kroczy. Repertuar i terminarz do uzyskania na internetowej stronie www.atw.lublin.pl – warto zajrzeć również z innych względów. Choreografia: Agata Żółtowska, scenografia: Ksawery Kacperski, muzyka: Otto Wiktor Hofman.

Na szczególność zasługuje podkreślenie wybitnej roli osoby wdającej się w kwestię niegodziwego szlachcica, usiłującego uzyskać korupcyjną ścieżką od sędziów miejscowego Trybunału Koronnego, korzystny wyrok – na rzecz pozyskania dóbr materialnych w formie atrakcyjnych parceli rolnych od matki i syna Wojtka, w swe własne posiadanie. Z tego powody nawet rżnie się ów imć Roch Purchawka w zwisającą u kontusza karabelą w paluch – leci krew. Rzekome naruszenie takiej nietykalności jest podstawą straszliwego aktu oskarżenia. Niezawisła rozprawa, wypisz-wymaluj, jest ukazaniem również obecnych postępowań sądowych – łącznie z przekonanymi do określonych zeznań w ten lub inny sposób świadkami. Znane są takie przypadki. Ale przy tej okazji niezmiernie miło było ujrzeć na scenie lubelskiej, po kilkuletniej przerwie spowodowanej długotrwałą pracą w Operze Krakowskiej, pana Tomasza Wnuka. Wcześniej jeszcze bardziej wieloletniego artysty tut. Teatru Muzycznego, placówki obecnie niemal w artystycznym upadku – w roli uzbrojonego w broń białą acana określanego imieniem i nazwiskiem: Roch Purchawka. Brawo za zniesienie ciężaru paradnego kostiumu i spoczywanie na kolankach przez wielkie chwile! Śpiewał, tańczył, recytował. Inną z kolei postaci scenicznych wykreował wieloletni dziennikarz Polskiego Radia Lublin, red. Mirosław Majewski. Okazuje się, że głosem – poza innymi umiejętnościami – można operować nie tylko w radiowym studio.

A to kłuto dzidą, a to niesiono delikwenta (przez diabli), a to polewano z beczki piwka. A to kręcono piruetu, a to wydawano dźwięki. Przystawiono też, jak należy, czarcią grabulkę do blatu czteronożnego mebla i snuto o ślepych kretach. A morał, jak w klasycznej bajce, jest, jak należy. Sami się o tym przekonajcie.

                                                                                                      TYMOTEUSZ ISKRZAK




Pokaz Akademii Teatralno-Wokalnej Jerzego Turowicza: Egzamin zdany śpiewająco

To, że wielu aktorów pochodzi z Lublina, wiadomo jest nie od dziś. Mamy dobre teatry i instytucje kultury. Pomijane jest niestety, że istnieje tu też profesjonalna szkoła kształcąca młodych artystów przez doświadczoną kadrę. Drodzy Państwo, oto Akademia Teatralno- Wokalna Jerzego Turowicza.

Aktorzy ATW Jerzego Turowicza

Autor: Patrycja Radkowiak- Gąsiorowicz

 

Materiał Dziennikarza Obywatelskiego

- Przyjmijcie ich Państwo dobrze. To jest egzamin, ja sam czuję się jak ojciec stawiający dzieci pod ścianą - tymi słowami Jerzy Turowicz, założyciel Akademii Teatralno- Wokalnej rozpoczął spektakl muzyczny swoich podopiecznych. 

Na całe przedstawienie w Domu Kultury LSM składały się piosenki XX-lecia międzywojennego. Bardzo dobrym pomysłem był także wybór repertuaru Kabaretu Starszych Panów i Mariana Hemara. Dziewczęta ubrane w czarne, jednolite stroje, przyozdobiły na ten wieczór włosy opaską z piórkiem i owinęły się kolorowymi boa, panowie zaś ubrali czarne koszule i beżowe krawaty. Czas zaczynać pokaz! 

Wyreżyserowany przez Jerzego Turowicza spektakl rozpoczęła tytułowa piosenka „Gwiazdą być”. Już sam początek utworu pokazał nam profesjonalizm, jaki drzemie w młodych adeptach sztuki teatralnej - młodzież bezbłędnie potrafiła połączyć grę aktorską, taniec (choreografia: Agata Żółtowska) i śpiew (przygotowanie: Dorota Szostak- Gąska, Mariola Zagojska). 

Był jednak jeden element, który pojawił się już w pierwszej piosence. Element, którego nie da się nauczyć ani wyćwiczyć. W ich oczach pojawiły się iskry. Widać było, że robią to, co kochają. 

Niewątpliwie mocnym akcentem grupy jest śpiewanie w chórze - ma to moc i przekaz. Nie chodzi o to, że jest kilka razy głośniej - kiedy słuchacze ATW wykonują wspólnie jakąś piosenkę („W czasie deszczu dzieci się nudzą”, „Ach, Tomasz!”), nabierają siły i świadomości, że są jednością. Mimo, że w piosenkach solowych brakowało czasami czegoś, co dopełni wyraz artystyczny - podczas występów grupowych ta brakująca cząstka natychmiast się pojawiała. 

Były też perełki wokalne, o których należy wspomnieć. Jedną z nich jest Anna Złomańczuk w piosence „Św. Antoni”. Koncepcja na przedstawienie jej jako panny ze wsi z dzieckiem w wózku na początku może zmylić widza, jednak ta młoda dziewczyna swoim komizmem scenicznym i niesamowitą kreacją aktorską rozwiewa wszelkie wątpliwości. 

Kolejnym wartym zauważenia występem była Magdalena Stec i jej interpretacja „Durna ja” - nie dość, że wokalistka głos ma niesamowicie mocny i wyraźny, to sposób wykonania spokojnie mógłby przedstawiany być na prestiżowych festiwalach piosenki aktorskiej. Brawa po tym występie długo nie miały końca. 

Swoją charyzmę pokazała też Adrianna Krzysiak w „Tangu Kat”, czy Dominika Krakowiak w „Ada, to nie wypada”. 

Pięknym falsetem klasyk „Somewhere over the rainbow” zaśpiewała Magdalena Welc. 

Reprezentacja panów - Jakub Ryczek i Bartosz Pietrzyk rozbawili publiczność do łez swoim wykonaniem „Tanich drani”. Mają niesamowity dar komediowy. Zdolni są w tej dziedzinie do tego stopnia, że gdy mieli robić tło do solowych występów („Piosenka Maryli”) - mimo usilnych starań wokalistki - skupiali na sobie uwagę. 

Wielkie brawa należą się pani Agacie Żółtowskiej, która poprowadziła tanecznie artystów. Choreografia zaproponowana przez nią nie rozpraszała widza w trakcie spektaklu - wręcz przeciwnie - podkreślała wyraz utworu, jak na musical przystało. Klasyczne gesty, podkreślanie ruchem charakteru XX-lecia między wojennego nadały przedstawieniu lekkości i widać było, że aktorzy sami dobrze się bawią. 

Według mojej opinii, egzamin został zdany śpiewająco. Najbliższy pokaz - w czwartek, 29 marca odbędzie się w DK ABC Czechów. Serdecznie polecam, bo mimo, że aktorzy wiekiem są jeszcze bardzo młodzi - aktorsko już doświadczeni. Żadna wyższa szkoła teatralna nie mogłaby się powstydzić takich adeptów i takiej kadry.

 

Autor: Nikiella